czwartek, 17 grudnia 2015


Różne oblicza grzybów


Puccinia malvacearum (Fot. Ewa Sucharzewska)


Grzyby to potężne, niezależne królestwo. Organizmy należące do tej grupy odgrywają bardzo ważną rolę w przyrodzie. Jako wiodący reducenci , ‘przerabiający’ materię organiczną w nieorganiczną, razem z bakteriami, są siłą napędową życia na naszej planecie. Ze względu na duże zdolności do rozkładu prawie wszystkich źródeł węgla, niektórzy nawet uważają, że bez aktywności grzybów życie na Ziemi mogłoby zastygnąć. Są tutaj tzw. wszystkożercy, egzystujący na wszystkim, co zawiera materię organiczną, nawet w bardzo niewielkich ilościach, np. grzyby pleśniowe z rodzaju Aspergillus – kropidlaki czy Penicillium -pędzlaki. Grzyby te w sprzyjających warunkach, rozwiną się na żywności, bawełnie, wyrobach skórzanych czy nawet na zaprawie murarskiej. Inne są bardziej wymagające i potrzebują do życia określonego partnera - te wchodzą w związki symbiotyczne z roślinami (grzyby mykoryzowe i grzyby zlichenizowane, czyli porosty). Pewna grupa grzybów potrzebuje do życia żywych tkanek roślin, zwierząt i człowieka. Rozwijając się w nich/ na nich, zaburza funkcjonowanie organizmów żywicielskich i powoduje bardzo groźne, często trudne do zdiagnozowania i leczenia choroby. Należy dodać, że liczne gatunki w pewnych okolicznościach mogą przechodzić z jednego trybu życia w inny.
Podczas kolejnej Nocy Biologów w Katedrze Mykologii uczestnicy będą mogli obserwować liczne gatunki grzybów z różnych grup troficznych: saprotrofów, symbiontów i pasożytów. Dowiedzą się, które grzyby człowiek może wykorzystać w życiu codziennym, a na które trzeba uważać.
Na wystawie będą przedstawiciele ciekawej grupy należącej do tzw. organizmów grzybopodobnych, odgrywającej również ważną rolę w rozkładzie materii w lesie. Organizmy te, określane jako śluzowce, mają zdolność do poruszania się (cecha zwierząt) (https://www.youtube.com/watch?v=cA_19DwMgkU). Ta grupa grzybopodobnych organizmów wzbudza ostatnio duże zainteresowanie badaczy, a eksperymenty przeprowadzone na śluzowcach zakończyły się stworzeniem pierwszego biologicznego robota (plasmobota). (http://www.engadget.com/tag/plasmobot/)
Śluźnia (Fot. Grzegorz Fiedorowicz)

„…Plasmobot, na początku będzie potrafił wykonywać bardzo proste czynności takie, jak: wykrywanie obiektów i omijanie ich w najprostszy możliwy sposób czy po prostu przenoszenie małych obiektów, trasą wcześniej wyznaczoną przy pomocy świateł i pól elektromagnetycznych. Na razie jest to jednak tylko teoria, ale angielscy naukowcy spekulują, że w przyszłości ich "robot" może być wykorzystywany w ludzkim ciele, na przykład po to, aby dostarczać leki w ściśle określone miejsca w naszym organizmie. Według angielskich uczonych w przyszłości robot" może być wykorzystywany w ludzkim ciele, na przykład po to, aby dostarczać leki w ściśle określone miejsca w naszym organizmie…” (źródło http://mobile.gadzetomania.pl/33147)

piątek, 17 października 2014

Czy borowik może być wysmukły?

owocnik borowika wysmukłego (Fot.M.Wrzosek)

Natura borowika jest przedziwna. Zazwyczaj kojarzy nam się z owocnikiem krępym, o przysadzistym trzonie. Ale czy zawsze tak jest?
W styczniu bieżącego roku dr Marta Wrzosek (UW), przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Mykologicznego, zwróciła się do Komisji ds. polskiego nazewnictwa grzybów (skład: prof. Maria Ławrynowicz UŁ, prof. W. Mułenko UMCS, dr A. Biedunkiewicz UWM) działającej przy PTMyk-u o utworzenie polskiej nazwy dla amerykańskiego borowika, który w ubiegłym roku (najprawdopodobniej po raz pierwszy) pojawił się w Polsce. Nosi nazwę Boletus projectellus. Gatunek został potwierdzony badaniami molekularnymi przez Wolfganga Klofaca i Jurgę Motiejunaite (Motiejunaite i in. 2011). W gronie ludności mykofilnej funkcjonuje on pod potoczną nazwą borowika wrzosowego, prawdopodobnie ze względu na siedlisko, lecz Komisja nomenklatoryczna uznała, że uwzględniając cechy morfologiczne owocnika należy go nazwać borowik wysmukły. Nazwę zaakceptowano na posiedzeniu Komisji w dniu 24.01.2014 roku. Dr Marta Wrzosek (UW) przybliżała cechy tego gatunku na pierwszych warsztatach Polskiego Towarzystwa Mykologicznego w Łodzi – Spale (24-28.09.2014r.).
Borowik wysmukły ma pokrój koźlarza, pomarańczowy kapelusz, żółty trzon i charakterystyczną "falbankę" na brzegu kapelusza. W opisie oryginalnym wskazuje się na cechy charakterystyczne, pozwalające na bezbłędne odróżnienie od innych borowikowatych: wypukły, nigdy nie wypłaszczający się całkowicie, szeroki i dość gruby kapelusz, suchą, gładką, rudawą skórkę o nieco zamszowej strukturze, która tworzy zwisającą falbankę na krawędzi kapelusza. Przekrój przez grzyb ma odcień różowawy i barwa ta nie zmienia się pod wpływem utlenienia. Wąskie rurki mają kolor od jaskrawożółtego do żółtozielonego, a hymenofor jest nieco zapadnięty dookoła trzonu. Zarodniki żółtobrązowe, są zdecydowanie dłuższe nić u innych rodzimych borowikowatych (23-27,5 µm x 7-9,5 µm). Trzon suchy, smukły, nieco zwężający się ku górze o odcieniu żółtawym lub brzoskwiniowym. Ornamentację stanowią wydłużone wertykalnie poletka, łączące się w siateczkę w szczytowej części.
Borowik ten jest szeroko rozpowszechniony we wschodnich stanach USA. Zachodni kraniec jego zasięgu stanowi Michigan a północny – kanadyjski New Brunswick. W Polsce znane są trzy stanowiska (dwa w rejonie Białogóry i w rejonie wydmy lubiatowskiej). Przyszłe badania wykażą czy borowik ten nie będzie zagrożeniem dla rodzimej mykobioty ze względu na prawdopodobieństwo wypierania grzybów rodzimych (Wrzosek i in. 2014).
Dodajmy, że jest to gatunek jadalny, bardzo smaczny. Wszystkich mykofilów zachęcamy do poszukiwań na Warmii i Mazurach i informowania o miejscach jego występowania.
dr M.Wrzosek

tekst (A. Biedunkiewicz)

Czy można złowić grzyby w wodzie?

Candida dubliniensis ze zbiornika w Spale
W dniach 24 – 28 września 2014 roku w Łodzi i Spale odbyły się pierwsze warsztaty PTMyk, których współorganizatorem była Katedra Mykologii Wydziału Biologii i Biotechnologii, UWM w Olsztynie. Warsztaty prowadziły: dr Anna Biedunkiewicz i prof. dr hab. Maria Dynowska.
Uczestniczyło w nich 33 osoby z różnych ośrodków naukowych w kraju (m.in. z Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Medycznego z Białystoku, Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach, UMCS z Lublina, Uniwersytetu Łódzkiego, Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, PAN z Poznania, Uniwersytetu Jagiellońskiego, Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie, SGGW w Warszawie, Uniwersytetu Szczecińskiego, Społecznej Akademii Nauk z Łodzi).
Na warsztatach można było poznać etapy postępowania w badaniach hydromykologicznych: od poboru prób wodnych, poprzez izolację, hodowle laboratoryjne i przygotowanie materiału do identyfikacji grzybów. Uczestnicy otrzymali materiały szkoleniowe (część teoretyczna) i instrukcje (część praktyczna) przygotowane przez prowadzących, pomocne w samodzielnym poruszaniu się w problematyce hydromykologicznej oraz certyfikaty uczestnictwa.
A teraz z życia mykologa.
Aby przeprowadzić warsztaty poza własną, macierzystą jednostką, trzeba było zabrać ze sobą niemal pół laboratorium badawczego. Po przyjeździe do stacji badawczej UŁ w Spale, mieliśmy do wykorzystania, co prawda nowe, ale jeszcze nie w pełni wyposażone pomieszczenia laboratoryjne. Nie przeszkadzało nam to w realizacji naszego zadania, ponieważ byliśmy przygotowani na wszystko - przed wyjazdem „wygrzebaliśmy” z piwnicy muzealne (niezniszczalne) przyrządy, m.in. palniki denaturatowe, bo bez tego sprzętu nie można byłoby poprowadzić warsztatów. Jak widać dla nauki da się zrobić wszystko. Późną nocą, po rozłożeniu przewiezionych sprzętów i materiałów, został opracowany plan działania na dzień następny. Poranek przywitał nas piękną pogodą. Zapał uczestników do zdobywania wiedzy na temat grzybów hydrosfery, istotnych w ocenie jakości wód, dodał nam skrzydeł. Po przedstawieniu części teoretycznej grupa wyszła w teren „łowić” grzyby. Z pełnymi butlami wróciliśmy do laboratorium aby przystąpić do kolejnych etapów diagnostyki mykologicznej. Pomimo trudności losu, warsztaty cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, o czym świadczyła ogromna liczba pytań towarzyszących na każdym etapie prowadzonych zajęć. Mamy nadzieję, że już wkrótce powiększy się grono osób „łowiących” grzyby w różnych ekosystemach wodnych, jak „grzyby po deszczu”.

na zdjęciu prof.M. Dynowska
na zdjęciu dr A. Biedunkiewicz
na zdjęciu dr A. Biedunkiewicz, dr M. Wrzosek
mikrogrzyby na filtrze
uczestnicy warsztatów

Tekst Anna Biedunkiewicz
(Fot. M. Jędryczka)

poniedziałek, 17 marca 2014

SYNDROM CHOREGO BUDYNKU


Rys.Elżbieta Ejdys

Syndrom chorego budynku (SBS) jest bardzo dogodną dolegliwością dla wytłumaczenia swojego lenistwa lub niechęci do pracy. Zaczyna się tydzień pracy, idziemy do biura, na uczelnię czy do szkoły, a tu bóle głowy, chrypki czy bóle stawów. Przychodzi sobota i niedziela, wszystkie dolegliwości mijają. Odpowiedź jest prosta! Szkodzi nam praca !!!
Na poważnie podchodząc do tematu, to nie praca, a budynek, gdzie przebywamy może stanowić źródło naszych problemów zdrowotnych. Nie dotyczy to tylko biur czy miejsc użyteczności publicznej, ale może także występować w mieszkaniach prywatnych. Chociaż pierwsze doniesienia naukowe opisujące to zjawisko dotyczyły rzeczywiście dużych biurowców. Źródła pojawienia się u ludzi SBS tkwią w latach 70-tych XX wieku. Światowy kryzys energetyczny sprowokował działania oszczędnościowe, zwłaszcza dotyczące sfery kosztów użytkowania budynków. Aby zminimalizować koszty ogrzewania wprowadzono model bardzo szczelnej konstrukcji. Izolacja budynku oczywiście zredukowała nakłady ponoszone na eksploatacje, ale jej ubocznymi konsekwencjami stał się wzrost wilgotności względnej powietrza wewnętrznego i koncentracja gazów. Przede wszystkim wzrost dotyczył dwutlenku węgla, ale również zwiększyły się stężenia różnego pochodzenia związków organicznych, np. wydzielanych przez meble, wykładziny czy przegrody konstrukcyjne. Próbą przywrócenia pożądanych parametrów powietrzu wewnętrznemu, było wprowadzenie na dużą skalę systemów wentylacji wymuszonej, gdyż grawitacyjna (nie wymuszona), oparta na różnicy w ciężarze ciepłego i zimnego powietrza, była niewydolna. Próba ta okazała się bronią obosieczną. Wentylacja wymuszona/ klimatyzacja, co prawda redukowała nadmiar niekorzystnych składników aerozolu wewnętrznego, ale dodawała coś od siebie. Źle dobrane lub zbyt rzadko czyszczone filtry wentylacyjne/klimatyzacyjne są doskonałym siedliskiem dla życia grzybów głównie pleśniowych i stanowią kolejne źródło skażenia pomieszczeń. Ciepło, ciągły dopływ substancji odżywczych, które dostarczają mieszkańcy i wilgotno (!) – żyć, nie umierać! Czy grzyby mogły nie skorzystać z takiej oferty promocyjnej? NIGDY! Wręcz niektóre rodzaje grzybów np. Aspergillus i Penicillium tak często są notowane w pomieszczeniach różnego typu, że zostały nazwane „grzybami domowymi”. W odróżnieniu od nich Alternaria i Cladosporium, które są utrapieniem alergików spacerujących na świeżym powietrzu, mają przydomek – grzyby polowe.
Właściwie już doszliśmy do sedna problemów zdrowotnych użytkowników „chorych budynków”. Są nimi przede wszystkim nadmiernie namnażające się grzyby. Oprócz właściwości alergizujących, ich wkład w nasze złe samopoczucie to mykotoksyny. Są to bardzo lekkie cząsteczki, które łatwo dyfundują z grzybni do powietrza, a z nim mogą trafić na naszą skórę i do układu oddechowego i spowodować mniej lub bardziej poważne dolegliwości zdrowotne, do pełnoobjawowej mykotoksykozy włącznie. Wszystko zależy od rodzaju toksyny, jej ilości w powietrzu i czasu naszej na
Dbajmy więc o nasz dom, jeśli on nie będzie „chorował” my także!

tekst Elżbieta Ejdys

WYPOŻYCZ SOBIE MYKOLOGA




Pracownicy Katedry Mykologii nie ustają w szerzeniu wiedzy o królestwie grzybów. W ramach akcji „Wypożycz sobie naukowca”, prowadzonej na Wydziale Biologii i Biotechnologii UWM w Olsztynie, odwiedzili już kilka szkół, gdzie wygłosili referaty dotyczące różnych zagadnień mykologicznych. Mają nadzieję, że w ten sposób przyczynią się - choć w maleńkim stopniu - do lepszego zrozumienia ogromnego i zróżnicowanego świata grzybów, a być może zasieją ziarenko fascynacji tą grupą organizmów i rozbudzą w młodzieży chęć stania się w przyszłości zawodowymi mykologami.
Największym powodzeniem cieszą się tematy: „Czy oddychamy tylko tlenem „ (dr Elżbieta Ejdys) oraz ”Fascynujący Świat Porostów”(dr Dariusz Kubiak)
A oto kilka szkół, do których zaproszono pracowników Katedry:
Liceum Ogólnokształcące nr 3 w Olsztynie, Centrum Edukacji „Oskar” w Olsztynie, Gimnazjum nr 5 w Olsztynie, Gimnazjum nr 1 w Morągu.
Ostatnio (5.03.2014 r.) dr Anna Biedunkiewicz odwiedziła Szkołę Podstawową nr 6 w Olsztynie, gdzie wygłosiła referat pt.” Różnorodność świata grzybów”.
Relacja na stronie
http://sp6.olsztyn.pl/?p=1486





Fot. Małgorzata Rawińska SP.nr 6 w Olsztynie

Dipodascus albidus (Fot. Justyna Pacyńska)

Ewa Sucharzewska

środa, 22 maja 2013

52.Dzień Kliniczny Parazytologii Lekarskiej




Lek. med. Piotr Troska, prof. dr hab. Maria Dynowska i dr Anna Biedunkiewicz na zjeździe w Łodzi


Dnia 17.05.2013 r. w Łodzi odbył się ogólnopolski zjazd parazytologii lekarskiej zorganizowany pod hasłem ”Środowiskowe uwarunkowania chorób pasożytniczych i grzybic oraz inne zagadnienia ekologii”. Zjazdowi towarzyszyło IX Ogólnopolskie Sympozjum „Ekologia Człowieka Współczesnego”. Podczas konferencji pracownicy i doktoranci Katedry Mykologii UWM przedstawili wyniki swoich badań w trzech prezentacjach. I tak, prof. dr hab. Maria Dynowska wygłosiła referat pt. ”Podsumowanie badań dotyczących udziału ptaków w transmisji grzybów potencjalnie chorobotwórczych w biosferze”, natomiast dr Anna Biedunkiewicz zreferowała wyniki badań na temat „Woda pitna jako potencjalne źródło zarażeń grzybami”. Tezy swojej rozprawy doktorskiej pt. „Prewalencja i wybrane cechy grzybów wyizolowanych od pacjentów z rakiem jelita grubego” przedstawił z kolei doktorant, lekarz medycyny Piotr Troska (specjalista chirurg). Na zjeździe swój referat wygłosiła również dr Katarzyna Góralska, była doktorantka naszej Katedry, która kontynuuje swoją karierę naukową na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi.

A oto kilka zdjęć autorstwa Elżbiety Ejdys obrazujących udział "naszych" prelegentów w łódzkim zjeździe.


Prof.dr hab. Maria Dynowska


Dr Anna Biedunkiewicz


Lek. med. Piotr Troska


Dr Katarzyna Góralska


Ewa Sucharzewska

poniedziałek, 20 maja 2013

W poszukiwaniu grzybów nad Biebrzą



Skleroty Typhula incarnata


Wiosna to nie jest dobry czas na zbiór grzybów kapeluszowych. Natomiast mykolodzy dobrze wiedzą, że to najlepsza - ba! - jedyna pora na poszukiwanie takich gatunków, które pojawiają się po stopnieniu długo zalegającej pokrywy śnieżnej. A w tym roku warunki do tego rodzaju zbiorów były wręcz idealne. Dlatego też na początku maja dwuosobowa „drużyna” Katedry Mykologii UWM (prof. M. Dynowska, dr E. Sucharzewska) wyruszyła do Biebrzańskiego Parku Narodowego na wielkie poszukiwania tych niezwykłych grzybów. Ich niezwykłość związana jest z wytwarzaniem maleńkich tworów wielkości główki od szpilki (0,5-2 mm), tzw. sklerot. A cała frajda w tych poszukiwaniach polega na tym, że... wpada się w masę suchej trawy lub liści i po kolei ogląda się każde źdźbło i każdy liść. Przypomnę tylko, że mówimy o Biebrzańskim Parku Narodowym, królestwie nie tylko cudnych łosi i batalionów, ale także znacznie mniej cudnych komarów, much i wszystkiego, co się może się wylegnąć na bagnach. Mimo rozlicznych ukąszeń i niegroźnego, choć dokuczliwego swędzenia udało nam się zebrać dowody istnienia tych grzybów.



Prof. dr hab. Maria Dynowska poszukuje sklerot


Grzyby, o których mowa, określane są jako pałecznica zbóż i traw (Typhula spp.), a występują one w rejonach, gdzie długo zalega pokrywa śnieżna. Są to pasożyty powodujące żółknięcie i zamieranie traw, a także stanowiące ważną pod względem gospodarczym grupę, gdyż powodują straty na plantacjach zbóż ozimych. U porażonych roślin zniszczeniu ulegają węzły krzewienia i korzenie, dlatego takie rośliny można łatwo wyciągnąć z ziemi. Na liściach z kolei widoczna jest szarobiała lub różowa grzybnia, a następnie skleroty: brunatne u Typhula incarnata lub czarne u T. ishikariensis. Są to twory przetrwalnikowe, które po dojrzeniu wypadają z roślin i przeżywają w glebie nawet przez kilka lat.

Wiosenna wyprawa do Biebrzańskiego Parku Narodowego miała charakter typowo poznawczy i jest ona kontynuacją badań rozpoczętych we wrześniu 2012 roku. Oprócz grzybów z rodzaju Typhula zostały znalezione także inne wiosenne gatunki, takie jak: smardz stożkowaty (Morchella conica), czarka szkarłatna (Sarcoscypha coccinea) czy też mało znane stadium rdzy Gymnosporangium sabinae na jałowcu. Biebrzański Park aż do ubiegłego roku był nieopracowany pod względem mykologicznym, ale we wrześniu - podczas I sesji terenowej Polskiego Towarzystwa Mykologicznego (PTMyk) - naukowcy z całej Polski rozpoczęli tego typu badania. Ta pierwsza ekspedycja zakończyła się zbiorem 188 gatunków micromycetes i 289 macromycetes oraz wydaniem dwóch publikacji w czasopiśmie naukowym "Acta Mycologica". Badania będą kontynuowane w sierpniu tego roku.


Gymnosporangium sabinae


Biebrzański Park Narodowy to przepiękne miejsce, a dzięki niesamowitej pracownicy parku Agnieszce Henel mogłyśmy poobserwować, oprócz grzybów, także sasanki, bataliony, orliki i łosie. Uwierzcie mi: to nie to samo, co w ogródku czy ogrodzie zoologicznym.




Tekst i zdjęcia Ewa Sucharzewska